Autorka: dubhean
Kategoria: ff Harry Potter
Oceniająca: Dafne
1. Pierwsze wrażenie i grafika
Wita mnie ostrzeżenie o ograniczeniu wiekowym.
Zapowiada się ciekawie, nie zepsuj tego.
Niepozorny tytuł – całkiem ładny, ciekawy,
zrozumiały, ale niewskazujący na tematykę opowiadania. Również Twoje motto
niczego nowego nie wnosi – to po prostu przepisanie tytułu i dodanie
(nie wiadomo po co) pionowej kreseczki. Może warto zamieścić tutaj coś, co na
wstępie poinformuje czytelnika, jakiego typu treści znajdzie na stronie?
Cokolwiek – wprowadzenie albo zaproszenie, byle nie to piekielne
powtórzenie tytułu. Lubisz się powtarzać? Ja nie. Przypuszczam, że większość
ludzi tego nie lubi.
Na szczęście dzięki ramce pod nagłówkiem dowiaduję
się, że piszesz Sevmione. Również sam nagłówek wyraźnie na to wskazuje, to
jednak niestety chyba jedyny jego plus. Trzy Emmy Watson i dwóch niewyraźnych
mężczyzn – Alan Rickman i David Thevlis, przykryci angielskim
tłumaczeniem adresu i cytatem w tym samym języku. Nagłówki jakich milion na
blogach typu Sevmione, Dramione itp. Zastanawia mnie tylko obecność filmowego
Lupina, tego w ramce. Czarne tło, biały środek z szarawymi paskami – w
porządku. Czarna czcionka oraz – niespodzianka! – niebieskie
linki. I ten biały pasek nad obrazkiem z przekierowaniem do strony głównej... o
zgrozo. Na dodatek strona ciągnie się w nieskończoność, a szablon ma tylko
jedną kolumnę. Nie, nie, nie.
Wygląd i układ Twojego bloga nie zachęcają do
zagłębienia się w treść. Mnie osobiście przyciąga chyba tylko tematyka.
Proponuję popracować nad grafiką albo skorzystać z pomocy kogoś bardziej
doświadczonego. Nie mam pojęcia, jak działają szablony platformy Blog.pl, więc
nie jestem w stanie lepiej Ci doradzić. Niedbały wygląd strony głównej sugeruje
niedbałość autora, co zniechęca do jego twórczości. A efekt powinien być chyba
przeciwny, czyż nie?
5/10
2. Treść
Prolog wywarł
na mnie dobre pierwsze wrażenie, ponieważ nie jest jednym z tych, które można z
łatwością zmieścić na znaczku pocztowym.
Hermiona Granger obudziła się tego ranka z wrednym
poczuciem (...). – Zdefiniuj
„wredne” poczucie, bardzo Cię proszę. No bo czemu nie złośliwe? Albo może
głodne? Lub uśmiechnięte?
(...) skoro ja mieszkam tu drugi rok i mam wrażenie,
że powoli zamieniam się w eksponat z epoki lodowcowej, to jak dopiero musiał
cierpieć Snape przez całe dziesięciolecia nauczania kolejnych pokoleń matołów
(...). – Wytłumacz mi,
proszę, co ma nauczanie matołów do marznięcia w lochach. Całe zdanie skupia się
na tym, że zimno, że lodowato i że brr, a na końcu nagle zajmujesz się kwestią
wpajania wiedzy niechłonnym umysłom.
Odkręciła wodę w prysznicu, odczekała aż ten
przestanie się niemiłosiernie krztusić (...) Przez moment syczała i parskała
prawie tak udanie jak Krzywołap, jednak jej wyziębiona skóra szybko
przyzwyczaiła się do błogiej temperatury (...). – Jej czyli wody w prysznicu
(prysznica?) czy Hermiony?
(...) dziewczyna uśmiechając się z zadowoleniem stała
czując jak strumienie wody spływają jej po głowie (...) – Już teraz zauważam, że masz jakieś dziwne
zamiłowanie do imiesłowów.
Dziewczyna wiedziała, że dzień, w którym zabraknie
(...). – Przed chwilą
Hermiona zastanawiała się, kiedy dopadnie ją reumatyzm i myślała o starczych
dolegliwościach, a teraz nagle nazywasz ją „dziewczyną”?
Uff, nareszcie koniec tego akapitu. Po przekopiowaniu
do Worda zajął półtorej strony. Dlaczego tego nie rozbijasz? W jednym
fragmencie tekstu napisałaś o obudzeniu Hermiony, jej prysznicu, polityce,
dyrektorze, uczniach i pracy. Przecież to aż się prosi o zmianę układu
graficznego. Poza tym – czy cały ten kawał tekstu ma jakiekolwiek
znaczenie fabularne? Owszem, takie wstawki jak najbardziej mogą się pojawiać,
ale opis porannych czynności nie powinien stanowić tak istotnego procentu
całego rozdziału.
Jak na ironię była opiekunką cholernych Ślizgonów i ta
funkcja przysparzała jej najwięcej zgryzot. – No jasne, Hermiona, czyli MUGOLKA, opiekunką
Slytherinu. Dobre sobie. Dodatkowo dzięki becie Forfeit dowiedziałam się, że
nauczyciel mógł być opiekunem tylko tego domu, do którego uczęszczał jako uczeń.
Ciekawe.
Chociaż właściwie nie. – O, narrator zmienny jest.
(...) jaką charakteryzowała się Severus Snape. – Okej, nic się nie stało, Kopernik też przecież
była kobietą.
Powoli, niespiesznie ubierała się w codzienną szatę
(...). – Reguła zasada
nr jeden – zawsze za każdym razem dodać dołączyć kilka parę synonimów
wyrazów bliskoznacznych.
Wreszcie wybiła godzina siódma rano (...). – Dobrze, że to dodałaś – myślałam,
że wstała wieczorem i wieczorem rozpoczynała swoją pracę nauczycielki.
Gdzieś zniknął Flitwick zaklinający schody (...). – To Flitwick codziennie rano czarował
schody? Schody są głupie i nie pamiętają, że mają być zaczarowane czy też
Flitwick nie umie czarować i jego zaklęcia są krótkotrwałe?
(...) Filch i pani Norris też przepadli z kretesem. – Hermiona się starzeje, Dumbledore umiera,
ale stary kot nadal ma się dobrze.
Echo niosło korytarzem nie rozemocjonowane szepty
(...) – No tak, czemu
miałyby być pełne emocji, to tylko Dumbledore umiera.
- Co się na Merlina dzieje?! – wykrzyknęła od progu, znając
jednak odpowiedź. – To nagle
cudownie się domyśliła?
Okej, wstęp nie najgorszy, całkiem ciekawie nakreślił
miejsce i czas akcji (chociaż z powodzeniem mógłby być pełnoprawnym
rozdziałem), ale widzę w tym wszystkim kilka nieścisłości. Ile w końcu lat ma
Hermiona? Czy pani Norris jest jakimś magicznym długowiecznym kotem? I
wreszcie, jeśli Granger ma już w Hogwarcie ciepłą posadkę i przeszła w wiek
dojrzały, to ile lat musi mieć Snape, z którym prawdopodobnie (bo to w końcu
Sevmione) będzie romansować? Zobaczymy. Chociaż te kilka nie do końca
dopracowanych elementów i fakt, że Hermiona została opiekunką Slytherinu, nie
dają mi spokoju, to jednak jestem ciekawa dalszych wydarzeń. Póki co
prezentujesz dość nietuzinkową fabułę (bądź co bądź autorzy rzadziej wybiegają
myślą w przyszłość, wolą opisywać to, co już znają, koncentrować się wokół
romansów młodych kochanków). Zobaczymy, co masz do zaoferowania. Rozdział
pierwszy.
- Albus Dumbledore nie żyje. – No, to już wiem.
Hermiona odwróciła się w stronę otwartych na korytarz
drzwi. – To chyba jasne, że
na korytarz. Przecież nie przyszła tam przez łazienkę.
Hermionie serce niemal pękło z żalu widząc tę
bohaterską walkę kobiety. – Taaak?
Błagam, poczytaj o imiesłowach. Z tego wynika, że to serce zobaczyło tę
bohaterską walkę kobiety. Zresztą skąd tam to bohaterstwo? Co bohaterskiego
jest w próbach nieokazania po sobie uczuć?
- Albus… nie żyje. – A tak poza tym to Albus nie żyje. O, i Albus
nie żyje. Mówiłam już, że Albus nie żyje?
Czekaj, co? Czuję rozczarowanie. Snape okazuje się być
oszustem (co pewnie jest ukartowane) i odpowiada za zabicie Dumbledore'a. To
wygląda mi jak kalka z twórczości Rowling, z tym że nieco przesunięta w czasie.
Trochę to nie pasowało do ich mrocznego image’u (...). – Co to za dziwne zapożyczenia... I to w
takim kontekście...
(...) i do tego jest tak cholernie, nieodwracalnie
bezkarny .– Nieodwracalnie bezkarny?
Bycie bezkarnym nie jest nieodwracalne. Nie rozumiem użycia tutaj tego słowa.
Snape uśmiechnął się blado, a Hermiona poczuła, że
robi jej się słabo. – Sam nie
czuję, jak rymuję!
Naprawdę Snape ma aż taki problem z tym, że Hermiona
uczy w Hogwarcie? Dlaczego wciąż tak namolnie o to wypytuje? I jakim cudem mógł
o tym wcześniej nie wiedzieć?
To wszystko bardzo przypominała jej oswajanie konia.
(...) szeptała, jak robili to ludzie w książkach podczas ujarzmiania dzikich
zwierząt. – To w końcu
konia czy dzikich zwierząt? A może mustanga, huh?
Przyciskanie mnie do ściany byłoby znacznie
przyjemniejsze, gdybyśmy byli w nieco bardziej ustronnym miejscu, nie sądzi
pan, profesorze Lupin? – Coooooo...
A Hagrid? Na Merlina, zupełnie o nim zapomniała.
Przecież on tego nie zniesie. – Przecież
przed chwilą ktoś wspominał o Hagridzie.
Dumbledore był dla niego jak ojciec i matka w jednym. – Robi się naprawdę dziwnie.
A Centaur? – To
centaury nie mają imion (i są nazwą własną)? Równie dobrze o Hagridzie mogłaś
napisać „półolbrzym”. A o Hermionie „człowiek”.
Doszła do wniosku, że jeśli ma przetrwać dzisiejsza
ucztę, musi porozmawiać z nim w cztery oczy. – Dumbledore nie żyje, Snape-Zdrajca-Śmierciożerca się panoszy,
a ona myśli o Lupinie i o kolacji.
Spojrzała w lustro. Nie było aż tak źle. – I o swoim wyglądzie.
Czegoś tutaj nie rozumiem. Nagle, ni z tego, ni z
owego, w obliczu śmierci dyrektora i nadciągającej anarchii, Hermiona
postanawia wyznać uczucia Remusowi, po czym bohaterowie postanawiają
„spróbować”. Niespodziewany obrót spraw, przyznaję, trochę nawet za bardzo, zważywszy
na fakt, że nic wcześniej o tym nie wspomniałaś. Równie dobrze mogła rzucić
takim tekstem w stronę Flitwicka albo nie wiem, Snape'a właśnie, byłoby równie
naturalnie. Nie wspomnę o fakcie, że Lupin miał opory przed wejściem w związek
z Tonks, a co dopiero... Poza tym Granger wyszła na trochę bezduszną, niby
przejmując się sytuacją Hogwartu i widmem śmierci, a jednak... cóż, nie bardzo.
Dwójka na
tapet.
Minerwa, która jeszcze się nie pojawiła, przebywając
teraz z nowymi uczniami, zajmowała zawsze zaszczytne miejsce po prawicy
pryncypała, zaś Hermiona to po lewej ręce. – To ma sens. Przychodzi sobie nowa młoda nauczycielka i zajmuje
honorowe miejsce przy stole, wygryzając takich starych wyjadaczy jak Flitwick.
Poza tym co w końcu z tą Minerwą – była, ale jej nie było? Hmm.
- Chyba pomyliłem się w obsadzaniu roli rycerza –
prychnął czarnowłosy. – Nie no
błagam, nie mów, że należysz do szlachetnego grona twórców operujących takimi
oto szlachetniejszymi nawet synonimami.
Cała trójka pochłonięta była poszukiwaniem horkruksów
i przez ostatnie miesiące bardzo rzadko mieli okazję spotkać się i spokojnie
porozmawiać. – Szukają
horkruksów. Niebezpieczeństwo czyha wszędzie. W obecnej sytuacji Hermiona – jako
jawny i chyba najbliższy sprzymierzeniec wroga systemu numer jeden tudzież
Harry'ego – powinna być co najmniej uwięziona przez Śmierciożerców. A
ta sobie siedzi przy stole nauczycielskim w Hogwarcie i je obiad.
Dobra, wyjaśniasz, czemu Hermiony z nimi nie ma
(chociaż, jak kiedyś Ron słusznie zauważył, dnia by bez niej nie przeżyli).
Może Ginny też jest tak zaradna. To nadal nie wyjaśnia, jakim cudem Granger
grzeje ciepłą posadkę w zamku.
- Jeśli byś chciał moglibyśmy spróbować – dodała
ledwie dosłyszalnym szeptem. Remus spojrzał jej w oczy i niemal
niezauważalnie… skinął głową. – Znowu
się powtarzasz. Pisarze nie mają w zwyczaju co rozdział przypominać
czytelnikowi poprzednich wydarzeń.
Pojawia się coś na kształt retrospekcji i jesteśmy z
powrotem w gabinecie Lupina. Stopniowo budujesz atmosferę zbliżenia dwojga
kochanków, po czym wyskakujesz z... (...) delikatnie, choć stanowczo
przytrzymać brodę wiedźmy. Bardzo ta wiedźma tutaj na miejscu, nie ma co.
Kiedy lekko ukąsił ją w bok szyi, wyrwał z jej gardła
pierwszy jęk. – Lupin, ty
paskudny wilkołaku, nie szarżuj!
No wredna Minerwa, no. Przerywa im w takim momencie! I
nici z wstępu do sceny plus osiemnaście, zamiast tego mamy ponurą pogawędkę o
minionych wydarzeniach. Może Minerwa to tutaj reprezentantka starszego
pokolenia, które nie uznaje seksu na pierwszej randce. Hm.
Potem już nie było słów, które mogłaby zapamiętać.
Żadnych słów w ludzkim języku. – O,
to jednak był seks? Ciekawe nawiązanie. Słowa w nieludzkim języku. Wstawiłabym
pewien niecenzuralny obrazek, ale chyba nie wypada. W każdym razie sugerujesz,
że zachowują się w łóżku jak zwierzęta? Remus to jeszcze, no ale Hermiona...
(...) sprawiał, że wszyscy na sali podskakiwali
zgodnie w rytm kolejnych trąbnięć półolbrzyma. – Wybacz, nie doceniłam Cię. Jest i półolbrzym.
Chodźmy do mnie – zaproponował – muszę spłukać posmak
tej uczty czymś mocniejszym. – Myślałam,
że skrzaty dobrze gotują.
Cóż, życie upływa w perspektywie wizji tyranii Snape'a
i na amorach. Czekam na wejście smoka. Czy tam nietoperza. Czas na trójkę.
Wiedziała, że siódmoroczni nie dadzą jej żyć. Dadzą
jej W RZYĆ i to okropnie. – Cóż
za ambitna gra słów. Dobrze, że okropnie, a nie dosłownie,
he he.
(...) mścić się i znieważać uczniów, tylko dlatego, że
nie była według nich dość straszna, dość godna szacunku… – Straszna? To nauczyciel powinien być straszny?
(...) że szkoła wiele zyskała na zmianie Mistrza
Eliksirów, ale… – Hola hola,
wolnego. Mistrz Eliksirów to niejako pseudonim przylgnięty dawno temu do
Snape'a. To, że Hermiona została nowym nauczycielem, nie przykleiło jej tej
łatki. Slughorna tak nie nazywali, czyż nie? (Znów inspirując się wypowiedzią
Forfeit – czy skoro Slughorn był Ślimakiem, Hermiona powinna być
Ślimacznicą?) Jak już bawimy się w wielkie litery i przypisujemy ksywkę
jednemu bohaterowi, to nie przerzucajmy jej pomiędzy innymi.
Był dojrzały, był mężczyzną i wyglądał na tyle
strasznie, że samą swoją postawą budził respekt. – W kontekście Ślizgonów bym tego tak nie
rozpatrywała, dla nich nie był straszny, przecież – jak sama chwilę
wcześniej napisałaś – pobłażał im, rzadko karał itp.
Nie potrafiła utrzymać dyscypliny w sali pełnej prawie
dorosłych Ślizgonów. Gorące temperamenty Gryfonów również nie pomagały i
często, choć nieumyślnie, tylko pomagali kolegom w doprowadzeniu klasy do ruiny
(...). – Kolegom... Czy
ja wiem... Czysto teoretycznie byli kolegami ze szkoły czy nawet klasy, ale
wstrzymałabym się od takich określeń, między nimi panowała jawna wrogość.
Chyba nie zrozumiałam tego mugolskiego żartu.
Wyjaśnij, proszę. Wait a minute, czy to znaczy, że jestem Kim była, żeby
wypowiadać swoje zdanie? – Eee...
No wiesz... Wolność słowa i te sprawy... Pewności nie mam, ale żyję w
przekonaniu, że swoje zdanie przekazać można zawsze. Lupin nie jest przecież
jakimś komunistą.
Co ona wiedziała o miłości, bólu, poświęceniu? – Coś tam wiedziała, przeżyła więcej niż
przeciętna czarownica już w czasach szkolnych.
- Kocham cię – tchnął we włosy Gryfonki i musnął
ustami jej usta. (...) Szkoda, że ona nie potrafiła powiedzieć z całą pewnością
tego samego. – Jednak
nie? Kobieta zmienną jest...
Nie no, wybacz. Nie kupuję tego. Rzuca się na niego,
inicjuje całą tę sytuację, ekscytuje tym wszystkim, myśli tylko o nim i nie
obchodzi jej nawet, jak dużo ryzykuje, aż nagle zaczyna mieć wątpliwości?
Teraz? Nie uwierzę w to, nie po tym wszystkim. Nie wiem, jaki masz cel w
robieniu z Twojej dojrzałej fizycznie i psychicznie Hermiony rozchwianej
emocjonalnie nastolatki, ale to raczej słaby zabieg. Bardzo nienaturalny.
Gdybyś od początku to insynuowała, to może...
Snape doszedł do wniosku, że będzie wizytował
nauczycieli poszczególnych przedmiotów, żeby zweryfikować poziom nauczania w Hogwarcie. – Albo raczej postanowił, nic nie
wspominałaś, by wcześniej o tym rozmyślał. Tak czy owak, brzmi znajomo.
Umbridge? Tak, to chyba to.
– Co się właściwie u was dzieje?
- Nic – powiedział Remus zgodnie z prawdą. – Nic? Tylko zostaliśmy jakby parą, Dumbledore
umarł, a Śmierciożercy przejęli Hogwart. Zgodnie z prawdą nic, masz rację.
W tym momencie jednak do pokoju wpadli Ron, Harry i
Ginny, ratując parę z krępującej sytuacji.– Poszukiwani, ukrywający się, żyjący niemal na krawędzi...
Bezstresowo wpadają sobie na spotkanie Zakonu. Jasne.
- I wy mu na to pozwoliliście?! – wypalił Potter na
zmianę to czerwieniąc się, to blednąc. – Ludzka tęcza. Albo jakiś kameleon. Dobre.
- Można wiedzieć, kto to jest? – dziewczyna patrzyła
na przyjaciółkę z błyskiem ciekawości w oczach.
- Remus – powiedział cicho Hermiona.
- A niech mnie. Ktoś jeszcze wie, czy jestem
pierwsza? – Genialne.
Reakcja godna ameby. Bardzo naturalne i bardzo prawdopodobne. Jakby rozmawiały
o tym, że Hermiona zjadła na śniadanie kanapkę z szynką zamiast – jak
dotąd – z serem.
Dobra, teraz to już mnie zagięłaś. Na Boga! Tonks
miała na imię NIMFADORA! Andromeda to jej matka... Nie można pozwalać sobie na
tak poważne błędy...
Przecisnęła się przez tłumek zagradzający przejście. – No tak, bo przecież troje to już tłum.
Wyszła na korytarz słysząc wiwaty dobiegające z
salonu. Ruszyła szybko. Wpadła do środka akurat w momencie, w którym Harry
zakładał na palec Ginewry pierścionek. – Jasne,
bo Harry nie poczekał z tą rewelacją na dwoje swoich najlepszych przyjaciół.
– Kocham cię – szepnęła. – O, to jednak go kocha? He he.
Cóż, dostrzegam pewne nieścisłości w związku z kanonem
i kreacją świata przedstawionego, ale to temat na podsumowanie. Póki co irytuje
mnie wiecznie niezdecydowana Hermiona. Zobaczymy, co pokażesz w rozdziale
czwartym.
Oddałby wszystko za swoje łóżko z twardym materacem,
który nie uginał się pod każdą z cięższych części jego ciała (...). – No tak, bo przecież taki materac jest
kompletnie poza jego zasięgiem. Może sobie tylko pomarzyć, biedulek.
Dwie sowy, które leciały właśnie z listami w stronę
sowiarni zawisły na dłuższą chwilę zdumione tak niespodziewanym zachowaniem
Mistrza Eliksirów. Para puszczyków zderzyła się w powietrzu, zapatrzona na ten
niecodzienny widok cudem tylko nie upuszczając swoich przesyłek. – To sowy tak potrafią? Ciekawa sprawa, nigdy nie
znalazłam w książkach żadnych sugestii tego typu, żadnej wskazówki, że te ptaki
potrafią rozpoznawać ludzi, analizować ich zwyczaje i zachowanie.
Po porannej toalecie Nietoperz-Już-Nie-Z-Lochów
wyjmował z szafy (...) – Czy
te dziwne określenia, mające zapewne za zadanie unikanie powtórzeń, to jakaś
nowa moda w blogosferze? To już któreś opowiadanie z rzędu, gdzie takie
cudaczne potworki występują, a ja nadal nie potrafię tego zrozumieć.
Ubrany już, z włosami po staromodnemu przylizanymi
brylantyną, wyfruwał z komnat niczym rasowy gacek.
Wszystkie te dźwięki umilkły jednak w jednej chwili, a
dziesiątki par oczu zwróciły się w stronę wejścia (...) – Albo mi się wydaje, albo uczniów w Hogwarcie
było trochę więcej.
Twój Snape zachowuje się, jakby nie był podwójnym
agentem, ale zwykłym zdrajcą, za jakiego go mieli. Ciekawe.
(...) kto taki mógł być wybrankiem tego szemranego
tałatajstwa. – Takie
słowa jak „tałatajstwo” są dość charakterystyczne, odradzam powtarzania ich w
tak krótkim fragmencie tekstu, nawet jeśli powtórzenie innego słowa nie
rzuciłoby się w oczy.
A może… może Moody? Nie. To byłoby zbyt szalone.
Uśmiechnął się pod nosem smakując własny dowcip. Zbyt szalone… Czarnemu Panu z
pewnością spodobałoby się to zdanie. – Ha,
ha, ha! Genialne! Wait a minute... to Voldemort ma poczucie humoru?
Mistrz Eliksirów zacisnął szczęki, by powstrzymać
wybuch wściekłości na widok takiego rozgardiaszu. – Od kiedy to musi się powstrzymywać przed
opieprzeniem uczniów.
Cóż, obranie sobie za cel akurat Hermiony może i
śmierdzi typowym Sevmione, ale przynajmniej nie rzucają się na siebie w
pierwszych rozdziałach. Póki co podoba mi się tempo akcji, nawet jeśli pewne
cechy Twojego stylu okropnie mnie denerwują.
Rozdział piąty.
Dobry wstęp – budujący atmosferę opis bez zbędnych ozdobników.
Zaskoczona, obeszła cały pokój, by poderwać do lotu
jak najwięcej ogarków. – „Ogarek – mały,
niedopalony do końca kawałek świecy, papierosa, knota itp.” (SJP). Niezbyt
fortunny synonim. Nie sądzę, by Lupin poukładał na podłodze niedopałki. Mało to
romantyczne.
(...) myślał o tym, że już dawno (jeśli kiedykolwiek w
swoim życiu) nie czuł się tak szczęśliwy. – Śmiem twierdzić, że gdy był z Tonks, też odczuwał szczęście.
Nawet jeśli minęło.
- O co właściwie chodzi, Weasley? – zapytała Hermiona
(...). – Per „Weasley” to się
Draco zwraca do Rona, a nie Hermiona do Molly. Litości.
Och, chciałam cię po prostu poprosić o pomoc w
organizacji wesela. – I dlatego
desperacko szukałam Cię przez cały weekend, w efekcie nachodząc w mieszkaniu
kochanka. Bo to taka pilna, niecierpiąca zwłoki sprawa przecież. Ach, te
wścibskie babska...
Przejściowy rozdział – lekki, przyjemny,
niewiele wnoszący do fabuły. I dobrze, takich przerywników też w opowiadaniu
potrzeba. Czas na szóstkę.
Co chwila ktoś pozdrawiał Molly Weasley, Hermiona
odpowiadała więc na przywitania, często nie wiedząc nawet, komu się kłania. – Ee? Pozdrawiali Molly, więc Hermiona
odpowiadała. Logiczne.
- Mamy z mężem szczęście wyprawiać naszej jedynaczce
wesele. – Co? Przecież
Ginny ma sześciu braci... Jaka z niej jedynaczka?...
Molly i Hermiona przez trzy godziny wybierają sukienkę
dla Ginny, chociaż znają tylko jej wymiary i wzrost. Wszystkie wykończenia i
inne elementy stroju wymagają konsultacji z panną młodą. Skąd więc te trzy
godziny? Czas przyspieszył czy o co chodzi?
- Tym bardziej. Potrzebujesz kogoś, kto pokaże ci
światło, kto pokaże ci piękno świata…
- Za przeproszeniem, pani Weasley, ale nie potrzebuję błazna, jeśli o to chodzi. – To osoba potrafiąca pokazać komuś piękno świata, rozjaśnić jego świat itp. musi być błaznem? Nie rozumiem takiej interpretacji, szczególnie zaś nie rozumiem jej w ustach Hermiony.
- Za przeproszeniem, pani Weasley, ale nie potrzebuję błazna, jeśli o to chodzi. – To osoba potrafiąca pokazać komuś piękno świata, rozjaśnić jego świat itp. musi być błaznem? Nie rozumiem takiej interpretacji, szczególnie zaś nie rozumiem jej w ustach Hermiony.
Och. Członkowie Zakonu podejrzewają, że to Snape
ostrzegł zagrożone dzieciaki przed niebezpieczeństwem i tym samym
prawdopodobnie ocalił im życie. Może to ten moment, w którym wychodzi na
światło dzienne bohaterska natura Snape'a, jaką znamy z powieści? Po sposobie
opisywania jego myśli trudno wysnuć taki wniosek, ale może specjalnie mydlisz
nam oczy. Cieszę się, że zaistniała taka sprzeczność, wydarzenia nie są dzięki
temu przewidywalne.
Rozdział siódmy.
Ze Złotym Chłopcem przebywało w końcu (...). – Złoty Chłopiec. Twoja kreatywność w tworzeniu
synonimów jest doprawdy ujmująca.
To wszystko sprawiało, że Hermiona miała ochotę rwać
sobie włosy z głowy i nie robiła tego jeszcze chyba tylko ze względu na Remusa,
który uwielbiał jej bujne kudełki. – No
tak, bo „rwać sobie włosy z głowy” wcale nie jest związkiem frazeologicznym.
Chyba że chciałaś zrobić z tego, dość kiepską niestety, metaforę.
Tak jak u Ślizgonów największe poparcie, Severus Snape
zyskał wśród Gryfonów najzaciętszych oportunistów. – Kwik. Kwik. Kwik. KLIK. Oportunista to nie ktoś, kto stawia opór...
Kwik.
Opis pełen niepewności, domysłów, emocji... I nagle... (...)
a co dopiero myśl, że ten mroczny typ od początku starał się uchronić Zakon
(...). Mroczny typ. Uwielbiasz wrzucać wszędzie potoczne słówka, prawda?
Tyle że to okropnie wygląda. Tracisz nastrojowość.
Tylko tam zmarły ukochany okazuje się być bratem
bliźniakiem miłości twojego życia (...) – Mojego? Narrator zwraca się do czytelnika? A to nowość.
Hermiona widziała zbyt wiele trupów, zbyt wiele
ludzkich nieszczęść by wiedzieć, że nawet magia nie cofnie tego, co już się
wydarzyło. – Chyba by nie wiedzieć.
Lupin wypuścił ze świstem powietrze. – Czemu? Co takiego przerażającego albo
poruszającego było w jej pytaniu?
To wszystko brzmi bardzo zabawne, Remusie (...). – Wiesz, w realnych nieoficjalnych rozmowach
raczej rzadko zwracamy się do kogoś w ten sposób. Zignorowałabym to, gdyby nie
fakt, że w ciągu kilku linijek Hermiona zdążyła ponownie użyć wołacza. Niezbyt
to naturalne.
Tylko, że świat nie poczeka, Remusie (...). – O, znowu.
Przez lata szkoły i nauczania w Hogwarcie zdążyła
przeczytać wszystkie tomy w bibliotece (...). – Nie wydaje mi się. W Hogwarcie było naprawdę
dużo książek.
(...) zmarszczki wokół oczu, które układały się
promieniście od częstego uśmiechu. (...) Wszyscy widzieli w nim melancholika o
nieskończonych pokładach cierpliwości, który nie ma temperamentu i jest jak
opoka (...). – Nie uważasz,
że to pierwsze trochę do Lupina nie pasuje? Zwłaszcza w zestawieniu z takimi
przykładami.
Grimmauld Place znów zapełniło się tłumami ludzi. Ich
strumienie wlewały się przez frontowe drzwi budząc raz po raz sprzeciw dawnej
pani domu, która teraz mogła jedynie złorzeczyć ze swojego obrazu. – To Zakon był na tyle liczny, żeby można
było mówić o tłumach?
Lupin obiecywał jej, że zanim zdążą ją dorwać
Śmierciożercy jej serce dawno przestanie bić w wyniku zawału. – Obiecywał? To ona o tym marzy, a on ma tę moc
sprawczą czy co?
Czy zawsze było tak, że nie potrafiła odnaleźć się w
towarzystwie? Prześledziła szybko swoje dotychczasowe doświadczenia i po
zgromadzeniu potrzebnych danych postanowiła pogodzić się ze smutną prawdą.
Beztroskie paplanie przychodziło jej zazwyczaj z większym trudem niż nauka.
Chyba, że z Ginny. Ginewra była wyjątkiem potwierdzającym regułę. Przy niej Hermiona
zawsze potrafiła być sobą. – Czyli
nieumiejętność brylowania w towarzystwie to niebycie sobą? Głupota, przecież to
po prostu cecha Hermiony.
Gdy wreszcie wszyscy najistotniejsi członkowie Zakonu
Feniksa dotarli szczęśliwie na miejsce (...). – To tych nieistotnych pomijano? W ogóle byli
jacyś mniej istotni?
W najbliższej przyszłości planujemy zorganizować grupę
poszukującą Harry’ego i jego towarzyszy. Oraz bliźniaków. – A może bliźniacy są jacyś mniej ważni, że ich
tak dopowiedziała po pauzie, jakby na doczepkę?
W pokoju, magicznie poszerzonym przez Syriusza,
siedziało blisko czterdzieści milczących figur woskowych. – O, czyli tłumy ludzi to czterdzieści
osób. Zagadka rozwiązana.
- Wspaniale – powiedziała dziewczyna zmieszana
perspektywą podróży w towarzystwie Nimfadory. – W takim razie za cztery dni o
tej porze spotkamy się tutaj.
- A jakieś przygotowania… – zasugerował Shacklebolt.
- Oczywiście – dziewczyna ze zdenerwowania przygryzła
wargę. – Wszystkim się zajmę, jak tylko ustalimy szczegóły. Panie Weasley,
Tonks, Kingsley zostaniecie chwilę po zebraniu? – W sposób niemal autorytarny ustaliła termin
eskapady, ale nie uzgodniła z nikim żadnych szczegółów, w sumie nie wiadomo,
gdzie, co i jak. Ciekawe.
Wreszcie salon wyludnił się i zostali w nim tylko biorący
udział w wyprawie i Molly Weasley, której w żaden sposób nie udało się
przekonać by wróciła do domu. – W
sumie to nie rozumiem... nie zgłosiła się, kiedy Hermiona oficjalnie zapytała o
wsparcie. Czemu?
Zainteresowałaś mnie tą wizytą u Remusa podczas pełni.
Mam nadzieję, że w ciekawy sposób do tego podejdziesz. Czas na rozdział
ósmy.
Mimo niesprzyjających warunków atmosferycznych,
zarówno pogodowych, jak i tych z pogodą niemających nic wspólnego (...). – Ale warunki atmosferyczne nie mogą nie mieć nic
wspólnego z pogodą.
(...) że nie trzeba odbierać młodzieży tej odrobiny
radości, jaką były obchody starożytnego święta Celtów. – O, dochodzi nam wartość dydaktyczna.
Dowiedziałam się o pochodzeniu Halloween. Przynajmniej jakaś korzyść z tych
wyszukanych synonimów...
I myślisz, Granger, że ci na to pozwolę? – Dupek z Lochów skrzywił się przedrzeźniając
nauczycielkę. – Rany...
Kiedy dotarli do budynku numer 12 na Grimmauld Place,
okazało się, że nikogo w środku nie ma. Nawet jego popijający właściciel jakby
rozpłynął się w powietrzu. – Popijający?
- Ty też – odparła Hermiona. – Minerwę i Albusa
dzieliły ponad trzy dekady. – To
Albus i Minerwa byli parą? O ja cię.
(...) ciemnoskóry auror zmarszczył brwi i ruszył w
stronę młodej czarownicy. – Zabrzmiało
rasistowsko. Gdybyś pisała o, na przykład, Lupinie, nie użyłabyś sformułowania
„białoskóry członek Zakonu Feniksa”.
(...) słyszała, jak krew przepływa z szumem przez jej
tętnice. – I przez żyły. W czym
tętnice są lepsze od żył? To znaczy owszem, krew płynie w nich pod większym
ciśnieniem, ale i tak... Ciekawe.
Każdy wyglądał potem jak trup. – No tak, to ma sens. Każdy po śmierci wyglądał
jak trup.
UWAGA, SPOILER. A więc w ten sposób może nastąpić
zwrot akcji... Uśmierciłaś Lupina. Czyżby był to moment kulminacyjny, w którym
Remione (?) przekształca się w Sevmione? Tak czy owak, jeśli faktycznie tak się
stało i Remus umarł, gratuluję jaj. Wielu autorów boi się takich kroków.
Rozdział dziewiąty. Zielony błysk, Avada i nagle Drętwota? Niezły troll. Cofam.
Nie zmienia to faktu, że pierwszy raz NAPRAWDĘ chcę
kogoś zabić. – Szczerze to
wydaje mi się, że jako działacz Zakonu, zamieszany w te wszystkie wydarzenia,
przynajmniej parę razy NAPRAWDĘ czuł taką chęć.
I wreszcie Remus. Mężczyzna, którego znała od
dziesięciu lat, bliski przyjaciel Harry’ego. – Wreszcie mogę policzyć, ile Hermiona ma lat. Gdy poznała
Remusa, miała trzynaście. Czyli teraz ma... dwadzieścia trzy? Och. Chyba
myślałam, że więcej.
(...) Umbridge nosiła na samym sercu. – No niezupełnie, serce ma całkiem niezłą
obudowę złożoną z kości i innych takich. Przy sercu.
Od razu Was zapewniam, że taki był plan od samego
początku. Śmierć Remusa była małym psikusem. Przynajmniej na razie. – Gdybym była Twoim czytelnikiem,
chciałabym Cię zabić za taki spoiler. Tak się nie robi.
Dziwne, że bliźniakom zebrało się na tak nieodpowiednie
żarty w tak groźnej chwili. Takiej granicy nawet oni by nie przekroczyli. Cóż,
w obliczu nowych faktów tym bardziej nie wiem, do czego to wszystko zmierza i
choć wątpię, by dziesiąty rozdział (ostatni z opublikowanych)
przyniósł jakieś odpowiedzi, to jednak zabieram się do czytania.
Dziewczyna zamówiła suknię u Madam Malkin – trochę
mugolską, to prawda, ale za to bardzo efektowną. – A czym różnią się mugolskie i czarodziejskie
sukienki? To znaczy owszem, szaty wyjściowe chłopców podczas Balu Bożonarodzeniowego
były dość... osobliwe, ale sukienki chyba nie wyglądały jak z innego świata.
Podobają mi się wymyślone przez Ciebie (jak mniemam)
obyczaje ślubne. Ciekawa sprawa.
Bardzo nieporadne te oświadczyny. Poza tym Lupin mógł
po prostu niewerbalnie wezwać pierścionek różdżką i uniknąć całej tej
kompromitującej sytuacji, to powinno wyglądać bardziej... romantycznie. Poza
tym... cóż, szybki jest.
To bardzo dużo zmian, jak na trzy miesiące, Remusie
(...) – O, no właśnie.
O, czyli jednak (UWAGA, SPOILER!) Lupin umrze? I to
jeszcze zamordowany przez Snape'a? Teraz to już w ogóle nie widzę żadnej
alternatywy dla potencjalnego (hipotetycznego) Sevmione. I chyba nie zobaczę,
bo wraz z tym wydarzeniem ponad pół roku temu zakończyłaś publikowanie
rozdziałów na blogu.
Okej, trochę zgłupiałam. Cały czas myślałam, że
przeczytam Sevmione (w końcu tak wynikało z zamieszczonej przez Ciebie
informacji), a jednak natrafiłam na Remione (nie jestem pewna, czy dobrze to
nazywam). Na dodatek w kulminacyjnym punkcie przerywasz akcję, a ja
autentycznie czuję się zainteresowana dalszymi wydarzeniami. Muszę jednak w tym
miejscu nadmienić, że choć Twoja wkrętka z domniemaną śmiercią Lupina była
dobra, to jednak następujący po tym rozdziale spoiler już taki nie był. Psujesz
tym zabawę. Czytelnicy nie chcą spoilerów.
Nie do końca rozumiem Twój świat przedstawiony.
Poszczególne jego elementy nie trzymają się kupy. Owszem, możesz zmieniać
kanon. Syriusz i Fred żyją, i to jest w porządku. Z drugiej strony Albus umiera
i choć wydaje się to istotne dla rozwoju fabuły, to tego nie tłumaczysz. Nie
mówisz, jak dokładnie zginął. Mamy się domyślić, że wszystko potoczyło się tak,
jak w książce? Idąc tym tropem, można by się również spodziewać śmierci
pozostałych wymienionych wcześniej osób, a jednak śmierci tej u Ciebie nie
było. Nie możesz jednych spraw traktować jako oczywistość znaną z sagi, a
innych modyfikować i nie komentować w żaden sposób.
Najbardziej nie daje mi jednak spokoju postać
Hermiony. Wyliczyłam – i nie ma tu mowy o żadnej pomyłce – że
bohaterka ma w Twoim opowiadaniu dwadzieścia trzy lata. Mimo to w początkowych
rozdziałach wspominałaś o reumatyzmie czy starzeniu się. W takim razie ja już
chyba powinnam odkładać na rehabilitację. Poza tym jakim cudem w sytuacji,
kiedy na świecie panuje terror, Voldemort sieje spustoszenie i ogólnie ma
miejsce całkiem uzasadniona panika, Ty dajesz Granger komfort, jakiego chyba
nawet Śmierciożercy nie mają? Mieszka sobie spokojnie w Hogwarcie, romansuje,
uczy eliksirów (Mistrzyni!), jest opiekunką Slytherinu (!) i ogólnie żyje sobie
jak u Pana Boga za piecem. Ona – mugolaczka, zdrajczyni systemu,
członkini Zakonu, przyjaciółka Pottera. Możesz mi to wyjaśnić? Logika spakowała
się i wyjechała na wakacje do innego uniwersum. Poza tym ślub. Wesele Billa i
Fleur było niebezpieczne, a co dopiero zaślubiny Pottera i Weasley, milutki
przerywnik w narażaniu życia i szukaniu horkruksów. Wątpliwe, naprawdę.
Co więcej – Hermiona tak ni z tego, ni z
owego zaczyna pałać miłością do Lupina. Okej, mogłaś zacząć opowiadanie w
dowolnym momencie jej życia emocjonalnego, ale i tak wypadałoby chociaż
nadmienić, jak to uczucie wykiełkowało. Nadal nie rozumiem, jak do tego
wszystkiego ma się Snape. Pomijasz go. Na początku jeszcze gdzieś tam się
wplatał, ale teraz... teraz wydaje się być kompletnie poza kręgiem
zainteresowań, a wydawało się, że będzie grał w opowiadaniu dużą rolę. To każe
mi się zastanowić nad Twoim tempem akcji. Skoro to ma być Sevmione, a w
rozdziale dziesiątym ani kawałka tego pairingu nie widać... to zaczną flirtować
może w okolicy trzydziestego. A może zmieniłaś zdanie? Jeśli tak, wykreśl
błędną informację. Jeśli nie, zadbaj o spójność wydarzeń. Jeśli później znikąd
znów skupisz się na Snape'ie, wyjdzie okropnie nienaturalnie. Musisz zwracać
uwagę na logiczny ciąg zdarzeń, na wszystkie równolegle prowadzone wątki.
Owszem, jedne dominują nad drugimi, ale to nie znaczy, że te drugie można
pomijać.
Na dodatek masz okropne skłonności do nadmiernej
ekspozycji. Cechy charakteru bohaterów, ich zwyczaje i inne takie powinny
wynikać bezpośrednio z wydarzeń, rozmów, rozmaitych sytuacji; nie z sucho
napisanych przez Ciebie faktów, które czytelnik musi ot tak przyjąć, uznać za
prawdziwe.
Poza tym – błagam – pamiętaj o
Tonks. Nie można mylić nazwisk bohaterów. To jak rozprawiać o Stefanie
Wokulskim na maturze z polskiego.
Na koniec co nieco o stylu. Twoje opowiadanie czyta
się lekko – nie masz kwiecistego stylu, nie brzmi on ciężko, jest
niezbyt skomplikowany. Niestety, na siłę próbujesz go ozdabiać i wychodzą różne
kwiatki. Nie można raz używać słów typu „image”, a chwilę później wyjeżdżać z
trochę już zapomnianą „rzycią”. To zaburza koncepcję. Najgorsze są jednak do
granic możliwości udziwnione synonimy. Dwudziestotrzyletnia Hermiona nie jest
Mistrzynią Eliksirów, ale nazywanie Snape'a w środku narracji „Dupkiem z
Lochów” też nie bardzo pasuje do określenia „kunszt literacki”. Z chęcią
przytoczę Ci jeden z bardziej rażących przykładów, w których próbujesz na siłę
uniknąć powtórzenia:
Hermiona otworzyła szeroko oczy zaskoczona odpowiedzią
mężczyzny, jednak szybko powód jej ekspresji zupełnie się zmienił.
Sama powiedz – jak to brzmi? Albo te dziwne
sklejki wyrazów, tasiemce typu „Nietoperz-Już-Nie-Z-Lochów”... Albo nazwanie
Hogwartu „przybytkiem edukacji i wiedzy”... To jest po prostu słabe.
Ćwicz. Ćwicz. I jeszcze raz ĆWICZ. Gdyby nie te
nieścisłości i kwiatuszki stylistyczne, naprawdę mogłoby być ciekawie. Piszesz
swobodnie, lekko. Opisywanie wydarzeń czy uczuć nie sprawia Ci większych
problemów. Chyba czasem po prostu gubisz wątek, zmieniasz zdanie, próbujesz coś
na siłę udziwnić. Nie wiem, czy masz zamiar kontynuować to opowiadanie, ale
nawet jeśli nie, to spróbuj przenieść te porady na nowe utwory. Pasję widać, a
to już naprawdę całkiem sporo.
29/50
4. Poprawność
Prolog
Za nic nie mogła sobie jednak przypomnieć, jaki.
– Nic już po tym spójniku nie ma. Nie pełni on
funkcji łącznika czy „rozdzielacza” zdań podrzędnych. Nie musisz stawiać przed
nim przecinka.
Tu nie było okien sypialni jej rodzinnego domu, ani
tym bardziej Nory czy Kwatery Głównej.
– „Ani” to jeden z tych spójników, przed którymi
zazwyczaj nie stawiamy przecinka.
(...) poza Tomem Riddlem i Draco Malfoy’em oczywiście
(...).
- Malfoyem. Nawet wymawiane brzmi jak „Malfojem”.
Pisownia sama się nasuwa.
Otrzymała w spadku po najpodlejszym człowieku jakiego
kiedykolwiek gościły mury tej szkoły (...).
– A tutaj już przecinek przed „jakiego” jest
konieczny, bo słówko to rozdziela zdania podrzędne. Jeśli masz problem z
określeniem, kiedy używać przecinka, a kiedy nie, szukaj po obu stronach
spójnika czasowników/bezokoliczników. Tak prosty zabieg w wielu przypadkach
może pomóc.
(...) czego nie mogło powiedzieć większość jej
rówieśników z mugolskich rodzin, oraz tych spośród czystokrwistych (...).
– Z „oraz” jest podobnie jak z „ani”. Może warto
wrócić do elementarnych zasad interpunkcji? MOGŁA (większość).
I dobrze – pomyślała z mściwą satysfakcją, –
– A Ty co, nadajesz alfabetem Morsa?
(...) dziewczyna uśmiechając się z zadowoleniem stała
czując jak strumienie wody spływają jej po głowie.
– Przed imiesłowem przysłówkowym zazwyczaj
stawiamy przecinek. Nie należy jednak tych imiesłowów nadużywać. Uśmiechając
się, stała, czując... Nie, nie. Nie będę w dalszej części wypisywać tych
braków, bo zarobiłabym się na śmierć, a przecież nie jestem nawet betą. Po
prostu zwróć na to uwagę.
Potem odwróciła się przodem poddając tym razem twarz,
piersi i brzuch kojącej terapii ciepłem.
– Dziwne rozbicie.
(...) Ministerstwo co raz zajadlej dopominało się o
swoje prawa.
– Coraz.
W miarę, jak przez głowę dziewczyny (...).
– Tutaj przed spójnikiem masz tylko wyrażenie
wprowadzające, nie robisz po nim przerwy w czytaniu/mówieniu, również przecinka
nie powinno tam być.
Co prawda szlabany i odjęte punkty skutecznie zamykały
na czas lekcji usta nawet największych gaduł, to jednak (...).
– „Co prawda (...) to jednak”? Co to za dziwna
konstrukcja?
(...) chłopców i dziewczynek. Wtedy na moment stawała
się tą jedenastoletnią dziewczynką,
– Uczniowie to niekoniecznie chłopcy i
dziewczynki, niektórzy mają po siedemnaście lat. Powtórzenie.
Musiała wyjść i wziąć udział w ogólnym rozgardiaszu i
krzątaninie panującym (...).
– Rozgardiasz i krzątanina to już dwa słowa, a
więc „panujących”.
Echo niosło korytarzem nie rozemocjonowane szepty (...).
– Nierozemocjonowane jak już.
(...) tylko niektórzy nauczyciele zostawali w
Hogwarcie całe wakacje (...).
– Na (przez) całe wakacje.
Rozdział pierwszy
(...) w którym pogrąży się szkoła gdy uczniowie
dowiedzą się (...).
– Przecinek przed gdy.
Hermiona miała wrażenie, że dyrektorka za chwilę
zemdleje, więc szybko podeszła do kobiety (...).
– Kto, Hermiona czy Minerwa tudzież kobieta?
Maże mi ktoś łaskawie wyjaśnić w jakim charakterze
występuje tu ta dziewczyna?
– Może mi ktoś łaskawie wyjaśnić, w jakim
charakterze występuje tu ta dziewczyna?
Jak śmiesz się tu zjawiać Snape (...)
– To chyba pytanie, czyż nie? Przecinek przed Snape.
(...) w tej chwili wysunął się na przód z uniesioną
różdżką.
– Naprzód.
Bądź, co bądź była w szoku. Wszyscy tu byli.
– Bądź co bądź.
(...) dodała zanim zdążył się odezwać.
– Dodała, zanim zdążył się odezwać.
- No, no, no – lekko piskliwy głos Narcyzy Malfoy
spowodował, że Hermiona wzdrygnęła się odruchowo.
– O nie, nie, nie. Dialogi też kwiczą. Niżej
widzę kolejne błędy w zapisie. Nie będę wypisywać, ale wrócimy do tego.
Ta kobieta przypominała jej jaszczurkę, a Granger
wyjątkowo nie lubiła gadów.
– Najpierw używasz zaimka, a potem nazwiska. To
bez sensu. Zaimek zastępuje nazwisko/imię/ksywkę/inny rzeczownik, a nie na
odwrót.
Masz rację Narcyzo (...).
– Masz rację, Narcyzo. W każdym kolejnym
przykładzie tego typu też powinien zostać użyty przecinek.
Jednak pozwól, że zaczekamy z decyzją CO dokładnie z
nią zrobić, do czasu gdy Czarny Pan dowie się o jej obecności tutaj.
– Jednak pozwól, że zaczekamy z decyzją, co
dokładnie z nią zrobić do czasu, gdy Czarny Pan dowie się o jej obecności
tutaj.
Dobrze wiesz o co dokładnie pytam.
– Dobrze wiesz, o co dokładnie pytam.
Cóż, panno Granger (...) Pani los jest w rękach
Czarnego Pana.
– Jaki kulturalny, no no. To w końcu panna czy pani?
Jak mówi tradycja milczenie oznacza zgodę (...).
– Jak mówi tradycja, milczenie oznacza zgodę. I
jaka tradycja tak właściwie?
Zupełnie, jak na eliksirach (...).
– Bez przecinka.
Snape zauważył jej nienawistne spojrzenie i prychną
tylko.
– Prychnął.
Mgnienie później, jedynym śladem niedawnej obecności
Snape’a były odbijające się echem (...).
– Chwilę później jedynym śladem niedawnej
obecności Snape’a były odbijające się echem... Mgnienie oka, nie samo mgnienie.
Ale ta konstrukcja wygląda tutaj bardzo sztucznie.
Hermiona stała, jak urzeczona (...).
– Bez przecinka.
(...) próbując ignorować co raz silniejszy ból
nadgarstka (...).
– Coraz.
To wszystko bardzo przypominała jej oswajanie konia.
– Przypominało.
(...) wielkie poczucie winy, że Hermionie, nie
wiedzieć czemu zrobiło się głupio. Nie lubiła, gdy ludzie czuli się z jej
powodu w taki sposób. Mężczyzna puścił jej rękę, a ona, czując nagle (...).
– Poczucie, czuli się, czując. „Nie wiedzieć
czemu” wymaga dwóch przecinków, to wtrącenie.
(...) która sekundowała grangerównie za plecami
wilkołaka.
– Ta mała litera mnie straszy. W sumie samo to
określenie mnie straszy.
I być silnymi.
– Przeczytaj to. Jak Ci to brzmi?
(...) Sami – Wiecie – Kto rozerwą to, czym Hogwart
(...).
– Po co te spacje?
Zniszczą wszystko, co stworzył stary dyrektor. A na
jego miejsce przysłali cholernego Snape’a.
– Mieszasz czasy.
Teraz Wszyscy byli odkryci (...).
– Dziwne sformułowanie. I niepotrzebna wielka
litera.
(...) których rodziny nie sprzyjały Temu – Którego –
Imienia – Nie – Wolno – Wymawiać.
– „Nie sprzyjały”? Może lepiej „nie popierały”
go?
(...) ale był od niej dużo starszy i zawsze albo był
jej nauczycielem (...).
– Był, był.
(...) że jeśli ma przetrwać dzisiejsza ucztę (...).
– Dzisiejszą.
(...) gdy tylko przestąpiła prób jego pokoju.
– Próg.
(...) sama nie wiedziała skąd wzięła się ta kąśliwa
uwaga.
– Przecinek przed skąd.
(...) wściekły, przerażony, czy zakłopotany.
– Po co tutaj przecinek przed czy?
Rozdział drugi
Stoły były nakryte, ale uczniów jeszcze nie było.
– Jedno krótkie zdanie... i już paskudne
powtórzenie.
Stoły były nakryte, ale uczniów jeszcze nie było. Do
komnaty powoli napływali członkowie grona pedagogicznego i zajmowali swoje
miejsca przy stole. Osoby siedzące u brzegu stołu (...).
– Znowu... Tym razem potrójne.
(...) do tych czas zazdroszczące innym przywileju
(...).
– DOTYCHCZAS, na miłość Boską...
(...) do środka wpadli ze żwawą starzy uczniowie
(...).
– Dziwny potworek. Napisałabym po prostu „żwawo
wpadli”.
(...) na której twarzy gościł już zwykły wyraz surowości,
choć Hermiona dostrzegała oznaki zmęczenia i smutku czające się w oczach
nauczycielki.
– A w czyich, jeśli nie nauczycielki? To o niej
mowa w tym zdaniu, nie ma potrzeby się powtarzać.
Nie była Snape’m.
– Snape'em.
Z Albusem co raz gorzej Harry (...).
– Coraz.
Z resztą była im bardziej przydatna (...).
– ZRESZTĄ.
(...) przeszedł ją dreszcz, na poły strachu, na poły
podniecenie,
– Ujednolić odmianę.
Puścił jej rękę i przesunął swoją dłoń w stronę twarzy
kobiety (...).
– Serio? A już myślałam, że mężczyzny.
(...) pomiędzy nim, a gładką skórą dziewczyny.
– Bez przecinka.
(...) że dużo dzisiaj myślałem, o twojej porannej
propozycji (...).
– Tutaj to już w ogóle nie rozumiem, skąd pomysł
na wstawienie przecinka.
Potem już nie było słów, które mogłaby zapamiętać.
Żadnych słów w ludzkim języku.
Z zamyślenia wyrwały ją dopiero słowa Lupina.
– No ej, powtórzenia są fe.
Tyle, to i ja wiem (...)
– Bez przecinka.
Rozdział trzeci
Hermiona cieszyła się, że rozpoczęcie nowego roku
szkolnego przypadło na czwartek.
– Wypadło w czwartek, jak sądzę.
(...) zdawały się mówić: to my, to my zdobyliśmy już
ten świat!
– Cytujesz. Wielka litera i cudzysłów.
(...) aż po przerwie obiadowej podwójne Eliksiry
Slitherinu i Gryfindoru.
– Daj spokój... Slytherinu...
(...) a teraz, kiedy ich dawny Mistrz i bóstwo
zniszczyło stary porządek rzeczy i zasiadło na tronie Hogwartu…
– Mistrz zniszczył. Mistrz zasiadł.
Dlatego nawet nowoprzybyli, nie pamiętający rządów
Snape’a (...).
– Niepamiętający. Nowo przybyli.
A Eliksiry, to nie Astrologia, czy Mugoloznawstwo.
– Po co tutaj jakiekolwiek przecinki?
(...) prawdziwą tragedię nie mającą nic wspólnego
(...).
– Niemającą.
(...) że idzie jej wręcz potwornie w kwestiach
zachowania bezpieczeństwa na zajęciach.
– W kwestii.
Tak, jak podejrzewała (...)
– Bez przecinka.
Gdyby umarł później też byłoby mi ciężko.
– Gdyby umarł później, też byłoby mi ciężko
(...) przyznała nauczycielka Transmutacji.
– A to jakaś nazwa własna? Może piszmy
Matematyka, Chemia, Biologia, Język Polski... Będzie ciekawie.
Ci, spośród nauczycieli (...).
– Bez przecinka.
(..) podróżowali do niego siecią Fiu (...).
– Siecią Fiuu.
Z resztą, jak uniknąć ryzyka podczas wojny?
– Zresztą!
Zwłaszcza, kiedy prawa ręka (...).
– Bez przecinka.
No, proszę, Lupin, tylko bez takich…
– Nie wydaje Ci się, że coś za dużo tu tych
przecinków?
Dom był wiekowy i nosił na sobie ślady zarówno wielu
pokoleń użytkowania (...).
– Ślady wielu pokoleń użytkowania?
Zabolała ją ta uwaga mężczyzny, ale po prawdzie miał
dużo racji.
– No a czyja? Był tam ktoś jeszcze? Ktoś jeszcze
z nią rozmawiał?
(...) szybko zniknęli dla świata za niewidocznymi
drzwiami.
– Szyk Ci wariuje.
(...) tłumy przelewających się przez główny hall ludzi
obudziły portret (...).
– Takie nagłe zapożyczenie w narracji wygląda
słabo.
(...) wyznaniem Lupina, czy raczej własną
niepewnością.
– Bez przecinka.
Co się dzieje, Hermiono (...)
– To chyba pytanie, czyż nie?
(...) jedynie ledwo dosłyszalnym szmerem.
– Mówimy raczej „słyszalnym”.
(...) który na widok starego przyjaciela od razu wstał
by wymienić z nim uściski.
– Przecinek przed „by”.
(...) ledwie kilka nic nie znaczących słów.
– Nic nieznaczących.
(...) pojawiły się co raz bardziej śmiałe propozycje.
– CORAZ!!!
(...) to był chyba, któryś z bliźniaków.
– Kompletnie bezsensowny przecinek.
(...) żeby się na nas znęcać (...).
– Nad nami pastwić, nad nami znęcać.
A co ty, o tym myślisz (...).
– Kolejny, bezsensowny, przecinek.
(...) nie dało się z nim żyć dopóki się nie zgodziłam.
– Przecinek przed „dopóki”.
(...) rozmawiającego z Alastorem i Kingsley’em.
– Kingsleyem. Analogicznie do „Malfoyem”.
To nie Minerwa przekazała te informację.
– Tę informację.
To nie istotne.
– Nieistotne.
Rozdział czwarty
Miniony piątek był dniem dla Hogwartu wyjątkowym.
– Wyjątkowym czym? Wyjątkowy, po prostu.
Przymiotnik. Określenie rzeczownika.
Obrzucił wściekłym spojrzeniem ciemnych oczu całe to
nic nie warte (...).
– Nic niewarte.
W prawdzie z prawego krańca stołu (...).
– Wprawdzie.
(...) zarówno na jego próby psychicznego nacisku, jak
i legilimensję.
– Legilimencję, moja droga. Legilimencję.
(...) ostry ton Hermiony Granger odbił się echem od
ścian lochów (...).
– Ostry ton Hermiony? Chyba głosu Hermiony.
Czy mógłby mi pan łaskawie wyjaśnić, co tu aktualnie
robi?
– Co tu się robi? Wyrabia jak
już. Przecież to nawet nie brzmi.
Koniec – końców na stole nauczycielki wylądowało
dziewiętnaście fiolek (...).
– Koniec końców. Co to za dziwna półpauza?
Ich obecność dawała mu gwarancje posłuszeństwa
nauczycieli (...).
– Gwarancję.
Snape postanowił przesądować umysły członków Zakonu.
– Że jak? Co autorka miała na myśli? Co to znaczy
„przesądować”?
Rozdział piąty
(...) jeśli tak, nie dawał tego poznać.
– Nie dawał tego po sobie poznać.
Piątkowa noc była długa, lecz pełna światła.
– Nie rozumiem, czemu „lecz”. To się nie wyklucza
przecież.
(...) dostrzegała sinawe szczytu gór (...).
– Szczyty.
Nie chce, żeby Snape użył tego przeciwko któremuś z
nas.
– Nie chcę.
Rozdział szósty
(...) a teraz związała się z mężczyzną o wiele os
siebie starszym.
– Od siebie.
którą przerwało po chwili nadejście Artura Weasley’a
– Weasleya.
(...) opowiedziała mu o swoim spotkaniu z młodym
Malfoy’em.
– Malfoyem. To „y” na końcu brzmi jak „j”, prawda?
Pamiętasz, jak mówiłam ci, że poprosiłam Szalonookiego
i Kingsley’a (...).
– Analogiczna sytuacja z Kingsleyem.
Rozdział siódmy
(...) by używając znalezionych zna ubraniach
bliźniaków włosów (...).
– Na.
Nowemu dyrektorowi nie zajęło wiele czasu by zyskać
posłuch (...).
– Przecinek przed „by”.
(...) bez interwencji pryncypała i jego gończych
piesków.
– Psy gończe, a nie gończe psy. Trochę razi to w
oczy.
Mimo to, podczas posiłków przy stole nauczycielskim
(...).
– Bez przecinka.
(...) że Snape uśmiecha się czasem pod nosem, jednym z
tych swoich złośliwych uśmieszków (...).
– Bez przecinka.
Hermiona widziała zbyt wiele trupów, zbyt wiele
ludzkich nieszczęść by wiedzieć, że nawet magia nie cofnie tego, co już się
wydarzyło
– Przecinek przed „by”.
(...) i z utrzymywanej w tajemnicy relacji, stała się
tematem numer jeden (...).
– Bez przecinka.
Daj już spokój Remusie.
– Przecinek przed wołaczem.
Tyle razy popadała w gorsze tarapaty – i w szkole,
kiedy rozwiązywali zagadkę Komnaty Tajemnic i w Ministarstwie (...).
– Przechodzisz na liczbę mnogą, ale nie
wspominasz, co to za „oni”. W domyśle Harry i Ron, ale wypadałoby dodać. W
Ministerstwie. Przecinek przed drugim „i” (powtarzasz spójnik).
Tylko, że świat nie poczeka, Remusie (...).
– Tylko że, chyba że, mimo że, mimo tego że...
(...) ze swoją różowo – czerwoną okładką (...).
– A te spacje to tu po co? Dywiz i bez odstępów.
Przekopała się przez całą zawartość szkolnej
biblioteki włączając w to (...).
– Przecinek przed imiesłowem.
(...) ten tytuł budził w niej taka odrazę, że
wzdragała się (...).
– Co robiła? Wzdrygała się albo wzbraniała, hm?
Harry przysłania cię całą swoją wspaniała osobowością.
– Wspaniałą osobowością.
(...) że sam nie zauważa w jaki sposób działa na ludzi
– Przecinek przed „w jaki sposób”.
Miał głębokie bruzdy wokół ust i zmarszczki wokół
oczu, które układały się promieniście od częstego uśmiechu. Miał zmęczone
(...).
– Wokół, wokół. Miał, miał.
(...) nie nosił się zbyt bogato, ani modnie.
– Bez przecinka.
(...) wlewały się przez frontowe drzwi budząc raz po
raz sprzeciw dawnej pani domu (...).
– Przecinek przed imiesłowem.
(...) dopóki inie wrócimy z waszymi dziećmi.
– Literówka.
- Choć kochanie – Artur objął żonę w pasie i
poprowadził w stronę krzeseł.
– Uhm... Chodź...
Nie był pijany. Nawet wstawiony.
– Połączyłabym to „ani”. Pytanie tylko, co jest
stanem mocniejszego upojenia alkoholowego – upicie się czy
wstawienie?
Lupin obiecywał jej, że zanim zdążą ją dorwać
Śmierciożercy jej serce dawno przestanie bić w wyniku zawału.
– Lupin obiecywał jej, że zanim zdążą ją dorwać
Śmierciożercy, jej serce dawno przestanie bić w wyniku zawału.
(...) Hermiona już chciała obdarzyć mężczyznę kąśliwa
uwagą (...).
– Kąśliwą uwagą. Poza tym „obdarzyć” tutaj nie
pasuje (KLIK).
Zanim to jednak zrobiła, brązowowłosa dostrzegła, że
oczy Nimfadory, podobnie jak Molly Weasley otaczają czerwone obwódki.
– „Podobnie jak Molly Weasley” to wtrącenie. A
wtrącenia oddzielamy przecinkami z obu stron.
Chyba, że z Ginny.
– Chyba że, mimo że... No. Rozumiesz.
Jeśli ktoś chce dołączyć do mnie i Remusa bardzo się
ucieszymy.
– Jeśli ktoś chce dołączyć do mnie i Remusa,
bardzo się ucieszymy.
(...) powiedziała dziewczyna zmieszana perspektywą
podróży w towarzystwie Nimfadory.
– Przecinek przed imiesłowem.
Artur Weasley przedstawił sporządzoną przez Moodiego
listę zaginionych.
– A gdy nie potrzeba to apostrof usuwasz...
Hermiona pokazała kilka wydań mugolskich gazet
piszących o tajemniczych wydarzeniach w Londynie (...).
– To gazety umieją pisać? Wow. Magia. A mowa
przecież o mugolskich pisemkach.
Bardzo jasno wyraziła się w kwestii konsekwencji,
jakie spotkają dzieciaki, jeśli którekolwiek z nas zniknie.
– To Snape jest kobietą? Lepiej: „które” (KLIK).
(...) kórej w żaden sposób nie udało się przekonać by
wróciła do domu.
– Przecinek przed „by”.
Hermiona czuła na sobie ciężkie spojrzenie oczu
Nimfadory Tonks.
– Po co to „oczu"? Z jaką inną częścią ciała
wiążą się spojrzenia?
(...) dźgnęła palcem okolicę jakiejś małej wioski na
południu a na mapie pojawił się czerwony punkt.
– Przecinek przed „a”.
Poza Jamesem Syriuszem i Peterem…
– James Syriusz to jedna osoba?
(...) zmusiła go by spojrzał jej w oczy.
– Znowu ten sam błąd.
Rozdział ósmy
Czy jesteś na tyle tępa by nie zauważać oczywistych
zmian?
– O, i znowu.
Tak, jak Rona?
– Bez przecinka.
Ja i Ron, to zamknięty rozdział.
– Tu też.
Czy coś to zmienia?
– Aż się prosi o zmianę szyku.
(...) by jeszcze jakiś czas temu biwakowała u trójka
ich przyjaciół.
– Tu.
Chłód był przejmujący, wiał wilgotny wiatr. Z
pewnością gdzieś niedaleko był brzeg morza.
– Był, był.
Dziewczyna szukała czegokolwiek, co mogliby przeoczyć
aurorzy: czegoś, co tylko ona rozpoznałaby, jako znak od Harry'ego.
– „Czegoś, co tylko ona by rozpoznała” brzmi
lepiej. Bez ostatniego przecinka.
To znaczy, co?
– Bez przecinka.
Tylko, że ja nic nie widzę, więc podejrzewam, że ty
Kingsley…
– Tylko że ja nic nie widzę, więc podejrzewam, że
ty, Kingsley…
Ulicę Śmiertelnego Nokturnu, jak zwykle wypełniała
mroczna aura.
– Po co tu ten przecinek, no po co?
i zwykłych szumowin, Wszyscy mieli nadzieję schronić
się tam przed surowym obliczem prawa.
– Albo nowe zdanie i wielka litera po kropce,
albo to samo zdanie i przecinek oraz mała litera.
- Tonie byłoby zbyt mądre, Arturze (...).
– Skleiło Ci się.
Idę dopóki nikt nie zwraca na nas uwagi (...).
– Nie do końca rozumiem, co chciałaś przekazać.
Zupełnie, jak w Departamencie Tajemnic (...).
– Znów bez przecinka.
Za nią, uśmiechając się szeroko stała Bellatrix
Lestrange.
– To wtrącenie. Zabrakło jednego przecinka.
Tym czasem Artur Weasley dopadł już wyłamanych drzwi.
– Tymczasem.
Rozdział dziewiąty
Po policzkach, jedna a drugą, ciekły jej łzy.
– Jedna za drugą.
Gdybyście nie sprzeczali się, jak dzieci pośrodku
Nokturna (...).
– Bez przecinka.
(...) my tym czasem znajdziemy Granger…
– Tymczasem.
(...) żeby nie wygarnąć Blackowi, że zachowuje się,
jak nastolatek.
– Bez drugiego przecinka.
(...) a wilkołak przyjął ja z wdzięcznością.
– Ją.
Było to, jak oszustwo (...)
– Bez przecinka.
Remus potrafił być i porywczy i namiętny i zabawny.
– A Ty jak nikt inny (wyolbrzymiam) potrafisz
zapominać o przecinkach.
(...) ale, ja nie biorę w tym udziału (...).
– Albo wstawiać je w tak bezsensowne miejsca...
Hermiona była spleciona z pozostawionymi w lesie i na
Nokturnie urokami i wie3rzyliśmy (...).
– Cyferka Ci się wkradła.
(...) a prawy policzek siniał mu co raz bardziej.
– Coraz.
Artur Weasley, który do tych czas siedział cicho w
koncie pokoju (...).
– W KĄCIE! Dotychczas.
Stała za to, oparta o ścianę, w dłoni ściskała
różdżkę, która nagle przestała być tak bezużyteczna. Wpatrywała się w ścianę
(...).
– Bez pierwszego przecinka. O ścianę, w ścianę.
„Tak” jest tutaj niepotrzebne.
Wiedzą, że znaleźliśmy własnościach pana.
– Coś tu nie gra.
(...) hermiona pokiwała głową.
– Hermiona.
Świerzych zaklęć – dopowiedział Shacklebolt.
– No błagam... ŚWIEŻYCH...
To po walce zapytała?
– Ee?
Rozdział dziesiąty
Tak, jak wtedy – na czwartym roku w Hogwarcie (...).
– Bez przecinka.
Tort rzeczywiście był biały, jak śnieg (...).
– Bez przecinka.
Wyglądało to niczym pamiątkowa kula, jaką można kupić
w każdym sklepie z pamiątkami.
– Pamiątkowa kula do kupienia w sklepie z
pamiątkami, no tak.
- Bez obaw – pocałowała go szybko w policzek i szybkim
krokiem ruszył w stronę domu.
– Ruszyła.
Nie wolno jej też było nikomu przymierzać.
– Zmieniłabym szyk.
Nigdy nie myślała o małżeństwie, tak na poważnie.
– Bez przecinka.
(...)że jeśli z nim zostanie ten moment z pewnością w
końcu nadejdzie.
– ...że jeśli z nim zostanie, ten moment z
pewnością w końcu nadejdzie.
(...) na sama myśl o tym Hermiona czuła okropny
niesmak (...).
– Na samą myśl.
Przy pasie błyszczał jeden, maleńki rubin.
– A tutaj nie potrzeba przecinka. Nie wymieniasz
równocennych cech.
Ginewra znów musiał przywołać ja do porządku.
– Ją.
Zupełnie jakby to ona, a ni jej przyjaciółka, szła
dziś do ołtarza.
– A nie jej przyjaciółka.
Co wyście tam robił?
– Robiły.
(...) jak bym miał do czynienia z Minerwą…
– Jakbym.
Remus tym czasem grzebał w trawie.
– Tymczasem.
(...) oczy dziewczyny robiły się co raz większe.
– Coraz.
(...) już miała cos na to odpowiedzieć (...).
– Coś.
Choć, czytając tekst, nie ma się ochoty wyłączyć bloga
i nigdy ponownie go nie otwierać, to jednak Twoja poprawność pozostawia wiele
do życzenia. Nie wypisywałam rzecz jasna wszystkich literówek i pomyłek,
szczególnie jeżeli dotyczyły tej samej zasady, ale to, co wkleiłam, daje nam
pewien obraz popełnianych przez Ciebie błędów.
Przede wszystkim należy nadmienić, że autor,
zaczynając przygodę z pisaniem opowiadania, MUSI przyswoić sobie podstawowe
zasady zapisu dialogów. MUSI. I nie ma od tego żadnych wyjątków, ponieważ
dialogi to nieodłączny element prawie każdego opowiadania. Nie można pisać ich,
jak nam się podoba – raz poprawnie, raz na pół gwizdka, a raz w ogóle
bez ładu i składu. Owszem, bywają sytuacje sporne, kiedy nie do końca wiadomo,
jak dany zapis potraktować, ale u Ciebie widać było nieznajomość podstawowych
reguł. Polecam Ci do przeczytania tę notkę: KLIK. Zapoznaj się z nią i zabierz do
samodzielnej korekty dialogów, a w przyszłości powinno być lepiej.
Niestety, nieznajomość podstaw ukazywała się nie tylko
przy okazji rozmów pomiędzy bohaterami. Te braki to także interpunkcja. Fakt, w
przypadku zdań wielokrotnie złożonych czy niektórych imiesłowów można mieć
problemy, ale wystarczy, żebyś przeczytała notatkę w jakimkolwiek słowniku – czy
to książkowym, czy internetowym – by wiedzieć, że przed wyrazami
takimi jak „by” stawiamy przecinek niemal zawsze, a wyrażeń typu „takie jak”
praktycznie nigdy nim nie oddzielamy. Poszperaj w Internecie. Poszukaj
informacji. Przyswój je. Powoli wprowadzaj w życie. Interpunkcja nie jest
czymś, czego można ot tak się nauczyć. Każdemu zdarzają się mniejsze i większe
wpadki. Chodzi o to, by je ograniczyć do absolutnego minimum. Czasami wystarczy
znajomość podstaw, a czasami przeczytanie jakiegoś zdania na głos – przecież
w przypadku wypowiedzeń takich jak to: „Ulicę Śmiertelnego Nokturnu, jak zwykle
wypełniała mroczna aura” nie zrobisz pauzy, czyż nie? To nienaturalne. Jeśli
chodzi o imiesłowy, z którymi ewidentnie się nie lubicie (to znaczy lubicie
się, bo ich nadużywasz, niestety nieumiejętnie), sprawa nie zawsze jest
oczywista. Warto szukać w zdaniu czasownika albo zapamiętać, że tam, gdzie
pojawia się imiesłów przysłówkowy współczesny (idąc, biegnąc, robiąc itp.), tam
zawsze obecny jest także przecinek.
Okiełznaj też te swoje spacje. DOTYCHCZAS, CORAZ,
ZRESZTĄ, TYMCZASEM. I nie ma innej
opcji zapisu. Zachęcam też do zapoznania się z definicjami „kąta” i „konta”, bo
to nie to samo.
Odmiana nazwisk. Robisz to źle. Wymowa nazwiska
Weasley sugeruje zapis Weaslej, czyż nie? To już powinno zasygnalizować, że
apostrof niekoniecznie powinien się tam wkraść. Analogiczna sytuacja z Kingsleyem
czy Malfoyem. Z kolei ze Snape'em (!) będzie inaczej. Polecam lekturę: KLIK. W razie pytań służę pomocą.
I pamiętaj – powtórzenia to ZUO. Musisz być na nie
wyczulona. Niestety, miałaś też problemy z dywizami. Dywiz, czyli taki oto
znaczek: „-” nie jest pauzą („—”) czy półpauzą („–”) i nie może być stosowany z
nimi zamiennie. Dywizu używamy właściwie tylko do połączenia słów, np.
„czarno-biały”. To pauzy i półpauzy królują w dialogach. Polecam zgłębić temat.
Błędy irytują. Ponadto odbierają utworowi
profesjonalizmu, mogą też świadczyć o niedbalstwie autora, bo do wyeliminowania
większości z nich wcale nie potrzeba żadnych specjalnych umiejętności czy
wieloletniego doświadczenia. Wystarczy poczytać, poszukać, popytać, skorzystać
z bety. Zachęcam.
14/25
4. Ramki
Właściwie w Twoim przypadku trudno mówić o
jakichkolwiek ramkach – masz tylko wspomnianą wyżej nieszczęsną
stronę główną, podzielone na kategorie linki i – oczywiście – treść
właściwą. Zaraz pod nagłówkiem umieściłaś informację o tematyce opowiadania.
Tyle. To Twój wybór – nie każdy autor musi publikować jakieś
szczegółowe informacje o sobie albo o blogu. Najbardziej razi mnie jednak brak
jakiejkolwiek formy archiwizacji postów. Nie masz szerokiej listy, spisu
rozdziałów czy nawet prymitywnego archiwum – jedyny sposób na
zapoznanie się z wcześniejszymi postami to scrollowanie (w nieskończoność) i
klikanie na „Starsze wpisy”.
To nie tylko niepraktyczne, to również nieładnie
wygląda. Masz na stronie głównej rząd postów i trzy pierwsze linijki tekstu.
Nie prezentuje się to korzystnie. Może w przypadku bloga tematycznego czy
pamiętnika, ale nie opowiadania. Proszę, pomyśl o jakimś archiwum, popracuj nad
wizerunkiem strony.
EDIT: Nie rozumiem platformy Blog.pl. Stanowczo nie
rozumiem. Kiedy czytam jakąś konkretną notkę, nagle cudownie po prawej
pojawiają się posty i najnowsze komentarze. Te pierwsze powinny być jednak
widoczne przez cały czas.
2,5/5
Zdobyłaś 50,5/89 punktów
Ocena: dostateczny
minus (3-)
Teoretycznie z punktacji wychodzi dwója, ale
skorzystałam z prawa do uznania wyjątku, bo moim zdaniem Twojemu blogowi bliżej
mimo wszystko do trójki. To taki superdługi minus – bardzo dużo pracy przed
Tobą, ale masz potencjał i stworzyłaś dobry koncept. Nie zmarnuj tego.
Dziękuję Skoiastel i Forfeit za betę!
Poza tym – kolejny blog w mojej kolejce to również
Twoje dzieło. Ponieważ obie strony są przedawnione, poczekam cierpliwie, aż
skomentujesz tę ocenę, zanim wezmę się za kolejną. Za dużo razy już autorzy
zawieszonych blogów zignorowali moją pracę, bym chciała niepotrzebnie
ryzykować. :)
Udanego sylwestra i szczęśliwego nowego roku!
Dwójka na tapetę.
OdpowiedzUsuńNa tapet.
Albo „na tapecie” :D
UsuńO, dzięki :3
UsuńO, Syriusz. :o Cześć.
UsuńTu Dubhean. Chociaż wewnętrznie miałam nadzieję na lepszą ocenę, akceptuję Twoje zdanie oraz w wielu kwestiach przyznaję rację (zwłaszcza jeśli chodzi o poprawność mój blog ma problemy, ale cóż to ewidentny brak czasu. Dziękuję za miłe słowa tam gdzie się pojawiły. Mnie też wydaje się, że zasługuję bardziej na 3 niż 2. Co do nagłówka i bałaganu na głównej, śmiem się nie zgodzić, ale chyba akurat szata graficzna jest kwestią bardzo indywidualną, więc nie ma o co się spierać. Tyle. Dziękuję bardzo za poświęcony czas i z niecierpliwością czekam na kolejną krytykę. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńHej!
UsuńTeż uważam, że szata graficzna to rzecz bardzo subiektywna, stąd raczej niewielki procent z jej "oceny" przekłada się na notę końcową. Myślę, że nad poprawnością trzeba usiąść, poćwiczyć, przyswoić to i owo. Jeśli się z czymś konkretnym nie zgadzasz - pisz, chętnie podyskutuję. ;)
Pozdrawiam również.